Na moim poddaszu

Na moim poddaszu
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zakupy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zakupy. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 1 grudnia 2013

92. Inspirujące zakupy

Jestem pewna, że nie tylko ja, ale wiele z Was z zainteresowaniem przegląda gazetki Lidla, ponieważ dość często w ofercie tej firmy pojawiają się akcesoria dla hobbystów i to w bardzo przystępnych cenach.
W ostatnim czasie zakupiłam tam dwa bardzo użyteczne przedmioty, które pozwoliły mi stworzyć własną i niepowtarzalną metkę, którą mogę teraz dołączać do moich wytworków. 



Do stworzenia metki, posłużyły mi dwa przedmioty:
1. Mini zestaw kaletniczy (19,90 zł), który w praktyce okazał się jednak kompletnym badziewiem, pieniądze wyrzucone w błoto. Wycinacz kółek jest okey, choć mógłby być zdecydowanie ostrzejszy, natomiast wyciskacz do kółeczek to całkowita porażka, zniekształca je, nic nie wychodzi równo.


2. Uniwersalna pieczątka (19,90 zł), czyli matryca z zestawem literek, które można ułożyć w dowolnie wybrany sposób. Można nią pieczętować nie tylko papier, ale również tkaniny. Jestem z niej bardzo zadowolona, jest świetna.

I tak dzięki małym zakupom nagroda w candy trafiła do INGI, opatrzona moją metką :)

niedziela, 11 sierpnia 2013

86. Nowy abażur

Dziś kolejna odsłona mojego zakupowego szaleństwa. Tak jak ja potrafię wydawać pieniądze to chyba nikt inny nie umie hahaha :). Jak pisałam w poprzednim poście zaszalałam ostatnio będąc na targu staroci. Kupiłam kilka przedmiotów, które potrzebują gruntownej przemiany, m.in. stary abażur - plecionkę.
W sumie wszystkiemu winna, ale w bardzo pozytywnym znaczeniu :) jest Lucy z bloga "Nie ma jak w domu" - pozdrawiam Cię Lucy serdecznie :) bo swego czasu prezentowała też podobny łup u siebie i bardzo mnie jej abażur ujął i zainspirował, więc jak się trafiła okazja - też sobie taki sprawiłam. Wyczyściłam go, naprawiłam, bo miał w jednym miejscu lukę oraz przemalowałam go na mój idealny kolor beżu i teraz wisi na moim poddaszu pomiędzy kuchnią a dużym pokojem. Trochę z niego krzywusek (jest to wynik krzywo zamontowanego kółka do zawieszania - plecionka jest dość równa), ale i tak mi się podoba.
Tak wygląda po metamorfozie:



A  tak wyglądał zaraz po zakupie:


Jedyny klops to brak puszki osłaniającej kable. Okazuje się, że nie można kupić takiej puszki osobno. Już przy abażurze szydełkowym mieliśmy ten problem. I od dwóch lat za puszkę robi biała zakrętka od farby w sprayu :) Pytam w Castoramie pracownika z działu oświetlenia dlaczego nie sprzedajecie puszek osobno, a gościu, że niby po co jeżeli kupując żyrandol czy lampę puszka jest w komplecie. Pytam więc dalej - a co kiedy ktoś sobie sam robi żyrandol? Popatrzył na mnie jak na UFO :) i zrobił wielkie oczy :) Dalej nie wchodziłam w dyskusję, po prostu muszę rozejrzeć się za czymś takim na starociach :)
W tym samym dniu w którym trafił mi się plecionkowy abażur - kupiłam też uroczę dwa świeczniki lub jak kto woli mini doniczki. Mają ładny ceglany kolor, który super komponuje się z kolorem mebli z mojej kuchni, więc jakoś na razie nie czuję potrzeby by je zmieniać. Poza tym mają wycięte urocze serduszka, przez które sączy się światło tealight'ów. Bardzo mi się podobają.


Zrobiłam też zdjęcie z lekkiej perspektywy, by przy okazji świeczników pokazać Wam jeszcze kilka szczegółów.


Kuchnia wzbogaciła się o nową zawieszkę z drewnianych łopatek/miarek - nie znam fachowej nazwy, do tej pory leżały luzem i zbyt często były przestawiane, ale mają już dziurki i wiszą wdzięcznie na oknie.
A pamiętacie mój mały bluszcz - przesadziłam go do doniczki kupionej w Castoramie a mąż z wieszaka metalowego zrobił mi "mini pergolę" po której roślinka teraz się wdzięcznie pnie.

Na sam koniec chcę napisać jeszcze jedno, iż szykuję dla Was candy. Pewnie kolejny post już będzie o tym. Dziś zdradzę tylko, że tematycznie będzie związane z szyciem. Serdecznie zapraszam.

Jak zawsze dziękuję dziewczyny za wszystkie komentarze, które u mnie pozostawiacie. 

piątek, 12 lipca 2013

85. Przyjemności

Podobno pieniądze wydane na przyjemności to dobrze wydane pieniądze.
Trudno się z tą teorią nie zgodzić, skoro mimo, że kieszeń pusta cieszę się jak małe dziecko, patrząc na górę materiałów, które ostatnio zakupiłam.
Choć to praktyczny zakup, bo materiały w całości będą przeznaczone do ozdoby pokoiku Mai lub też posłużą do uszycia poszczególnych elementów wyprawki przedszkolaka to jednak dla mnie patrzenie na nie, dotykanie i przekładanie ich to wielka radość. Mam nadzieję, że w kolejnych postach będę mogła przedstawić Wam już efekty mojej pracy, na razie prezentuję półprodukty.


Muszę powiedzieć Wam w tajemnicy, że ostatnio w ogóle dopadł mnie jakiś wielki szał zakupowy i będąc na targu staroci kupiłam sporo przedmiotów, wszystkie wymagają jednak renowacji, więc na prezentacje niestety będziecie musiały jeszcze chwilę poczekać.

Na koniec pochwalę się wygraną w candy u Looki z blogu "Marzę, więc jestem" - kto nie zna tego miejsca to polecam. Wygrałam taką pyszną czekoladkę.

 

Z biedronkowych wzorów z poprzedniego posta wybrałam już jeden, wydrukowałam schemat, wybrałam nawet materiał, ale krzyżyków postawiłam jak na lekarstwo. Dobrze, że haft jest potrzebny dopiero na wrzesień - dzięki temu mam szansę zdążyć.

Mam do Was jeszcze pytanie - planuję wakacje w Zakopanym - znacie może jakieś miejsce godne polecenia na nocleg z dobrym jedzonkiem (zależy nam na śniadaniu z obiadokolacją lub w ogóle z pełnym wyżywieniem) z góry dzięki.

Dziękuję za wszystkie komentarze pozostawione pod poprzednimi postami - wszystkie czytam z wielką przyjemnością. 
Aneczko261: Cieszę się, że moje kursy są przydatne i że dzięki nim zdobywasz nowe umiejętności. Miło mi, że postanowiłaś zostać ze mną na dłużej.

czwartek, 16 maja 2013

82. Najnowsze nabytki

Dziś będzie o tym co kobiety kochają najbardziej czyli o zakupach. Ale zakupach całkowicie nieplanowanych, ale równie przyjemnych..
Ostatni dzień długiego majowego weekendu spędziliśmy w Filharmonii Szczecińskiej na koncercie, który był częścią projektu "Genius - Lutos". Koncert zagrała orkiestra perkusyjna "Gamelan", której członkowie są osobami z upośledzeniem umysłowym. To nie pierwszy koncert tego zespołu na którym byliśmy, ale ten był wyjątkowy z kilku powodów - po pierwsze razem z zespołem zagrali muzycy filharmonii, po drugie w związku z rokiem Lutosławskiego do ich standardowego repertuaru dołączono utwory tego kompozytora a po trzecie tego dnia obchodziliśmy Międzynarodowy Dzień Godności, więc muzyka grana przez osoby marginalizowane przez społeczeństwo z powodu swojej ułomności - miała dodatkowy wymiar.
Oprócz koncertu Koło zrzeszające osoby z upośledzeniem zorganizowało kiermasz rzeczy wykonanych własnoręcznie przez swoich członków. Ochoczo ruszyłam w stronę stołów wystawienniczych i kupiłam pięknie wykonane, metodą decoupage, pudełeczko na drobiazgi - jest w idealnym kolorze beżu i ma piękny retro obrazek na wieczku - nie mogłam się oprzeć. 



A drugą rzeczą którą niedawno kupiłam jest bluszcz - nabyłam go bo bluszcz ma fantastyczne właściwości i warto mieć go w mieszkaniu, potrafi w ciągu 18 godzin zneutralizować w powietrzu zarodniki grzybów. Nie żebym miała zagrzybiony dom, ale mieć takiego pomocnika nigdy nie zaszkodzi :) Jak go kupowałam był bardzo malutki i nie wiem kiedy tak urósł, ale podobno można go przycinać, a ja mam w planach go kształtować.



Chago: Miałam szczęście, nie mogę uwierzyć, że wiele osób przeszło koło tego kawałka materiału obojętnie.
Dom Rozalii: Dziękuję. Zostań jak najdłużej - będzie mi bardzo miło.
Annette: Dziękuję Anetko. Ja uwielbiam swoją maszynę i chciałabym szyć na niej zdecydowanie częściej, ale  na pewno jeszcze muszę dużo się nauczyć. Lalę szyła w większości ręcznie - nie potrafiłam takiej małej formy ułożyć pod maszynową igłą. 
Moka: Dziękuję - oby wszystko czego mi pożyczyłaś sprawdziło się :) Szczególnie dotyczące wolnego czasu :) A nożyczki z ząbkami polecam z całego serca - warto je mieć.
Słonka: Dziękuję. Rzeczywiscie warto czasem pobuszować w second handach.
Petronelka: Masz rację - szyło się takie na ZPT :) Oczy miały z guzików, a włosy z włóczek - ale to były czasy a teraz to tylko zalew plastiku.

niedziela, 18 listopada 2012

68. Mój miejscowy "Flohmarkt"

    Od dawna chciałam się wybrać na pchli targ, by pogrzebać w starociach. Wiele z Was pokazuje skarby, upolowane za przysłowiowe grosze, chciałam i ja spróbować swojego szczęścia. W Szczecinie takie miejsce znajduje się na Giełdzie Samochodowej w Płoni. Jest to teren starego przedsiębiorstwa - wielka hala plus tereny przyległe, umiejscowione pod starą konstrukcją po suwnicy. Choć to blisko mojego miejsca zamieszkania nawet nie wiem co tam kiedyś było, odkąd pamiętam była tam właśnie giełda samochodowa. Oprócz samochodów można tam kupić dosłownie wszystko, mydło i powidło :) Z wystawek z zachodu i z flohmarktów handlarze zwożą wszystko co może znaleźć nabywce. Oprócz tego jest dużo Rosjan, Romów i Turków ze swoim klasycznym repertuarem - dywanami, perfumami i skórami.
W końcu nadarzyła się okazja i wybrałam się z rodzicami i moją córcią na graciarskie szaleństwo :) W ogóle mam jakiś ostatnio zakupowy czas, bo oprócz giełdy, odwiedziłam też pewną hurtownie i  z niej też nie wyszłam z pustymi rękoma, ale to w dalszej części posta, teraz wracamy na giełdę :)
Stoisk i sprzedających było tak wielu, że nie wszystko udało nam się obejść, zresztą było zimno i byliśmy z małym dzieckiem, więc to było trochę utrudnieniem, ale i tak kupiłam kilka rzeczy, które Wam chcę pokazać, no i co najważniejsze jak każda baba po wydaniu kasy wróciłam szczęśliwa do domu. Jadąc tam oczywiście po napatrzeniu się na piękne wnętrza na blogach, mniej więcej wiedziałam czego szukam, nie miałam obaw że kupię coś badziewnego, jedyna obawa była taka, że wszyscy którzy tam jadą, będą szukać tego co ja i będą moją potencjalną konkurencją. Ale nic bardziej mylnego, muszę Wam powiedzieć, że ludzkie potrzeby są nie zgłębione i mocno zaskakujące, spokojnie mógłby się zająć tym tematem jakiś psychiatra i napisać niejedną pracę naukową:) nie na darmo się mówi, że każdy towar znajdzie swojego kupca. Miałam uśmiech na twarzy przysłuchując się targowym rozmowom, np. jeden mężczyzna szukał korzenia do akwarium :) A dwie kobiety wyrywały sobie z rąk pajaca w satynowym ubranku, zaś przy innym stoisku ktoś szukał kufla do piwa :) jednym słowem było ciekawie i wesoło :) 
No ale koniec tego gadania, zapraszam do oglądania zdjęć.

Na początek pokażę Wam skrzyneczkę na klucze - całkowicie nową zakupioną w hurtowni z pięknymi rzeczami, o której pisałam powyżej, którą czasem odwiedzam i staram się zawsze coś w niej wybrać.  Skrzyneczka wygląda trochę jak wychodek, ale to mnie w niej ujęło :)  hahaha.
Do wyboru miałam jeszcze takie w mocno wiejskim stylu np. z kogutem, albo kurą. Wybrałam serduszko - można po nim pisać bo jest pomalowane farbą tablicową, można też serce potraktować jako ramkę do zdjęć, lub innego obrazka. Jak mi życia starczy to zobaczycie skrzyneczkę jeszcze w innej odsłonie. Poza tym skrzyneczka jest tylko lekko pobielona i można ją spokojnie pomalować po swojemu, jednym słowem  coś dla osób kreatywnych.





Kolejnym zakupem było 5 kawałków tkanin o wymiarach 10x10 cm, są to darmowe próbki zamówione na stronie tkaniny.net . Fajna sprawa, bo po pierwsze można dotknąć tkaninę,  zanim zdecydujemy się na zakup, a po drugie nawet z takich ścinek, można już coś zrobić. Raz na miesiąc można takie próbki zamówić całkowicie za darmo.




No a teraz w końcu zdobycze z dzisiejszej wyprawy na pchli targ.
Kupiłam 2 talerze: deserowy o średnicy ok. 15 cm i śniadaniowy - 20 cm z angielskiej manufaktury Royal Art Pottery z serii English Countryside. Nie wiem ile mają latek, mogą być nawet współczesne, ale mają starą stylistykę i bardzo mi się spodobały, idealnie pasują do mojej kuchni. Szukałam jakichś informacji na ich temat ale za bardzo nie znalazłam, może Wy potraficie mi coś o nich powiedzieć - będę wdzięczna.






Na innym stoisku znalazłam puszkę po herbacie, niemiecką stylizowaną na holenderską, bardzo mi się spodobała. Powiększyła moją małą kolekcję. Na drugim zdjęciu z puszką z moich rodzinnych zbiorów. 






Poza tymi drobiazgami trafiła mi się niezła gratka, udało mi za niewielkie pieniądze kupić latarnie - świecznik. Nie jest mała, ma wysokość ok. 35 cm a jej szerokość to ok. 25 cm. Niską cenę udało się wytargować, ponieważ jedna szybka jest pęknięta, poza tym jest mocno zabrudzona, w środku jest piasek. Czeka mnie trochę pracy, ale jak się uporam z czyszczeniem, będzie cieszyć oczy. Można ją też przemalować, czyli  jednym słowem wszystko przede mną.





Najlepsze zostawiłam na koniec, na pierwszy stoisku, który mijaliśmy, na krześle zobaczyłam rozpoczętą pracę hafciarską, myślałam, ze Pani sprzedająca na tym stoisku po prostu w wolnej chwili sobie wyszywa, pomyślałam, ale nie zapytałam. Kiedy wracaliśmy do auta, haft nadal leżał, podeszliśmy więc i spytałam co to takiego, a Pani mówi że to jest na sprzedaż, wraz z małą reklamówką z kilkoma innymi robótkowymi przydasiami. Oglądnęłam, podumałam i kupiłam wszystko za całe 10 zł, nie palę więc stwierdziłam że raz na jakiś czas mogę zaszaleć, same powiedzcie czyż nie było warto:

Materiał chyba batyst z rozpoczętym haftem, przez co trafił mi się tamborek.



Kilka folderów reklamowych, głównie wzory serwetek szydełkowych oraz sposobów wykańczania szydełkiem serwetek.



Cztery kawałki kanwy do wyszywania, resztki kordonku i coś czego bardzo pragnęłam - stojaczek na włóczkę, przydatny przy dzierganiu.



Tak wygląda całość.


Poszalałam jednym słowem :) Zdjęcia bardzo robocze i surowe, mam nadzieje, że niedługo zobaczycie wszystkie zakupione przedmioty w fajnych aranżacjach.

Na sam koniec tego przydługiego posta chciałam podziękować Euphorii za wyróżnienie - jest mi bardzo miło. Dziękuję Ci serdecznie i witam wśród moich obserwatorów - mam nadzieję że zostaniesz na dłużej.
Oczywiście jak zawsze dziękuję za wszystkie komentarze i pod ostatnim postem, jak i pod starszymi. Cały czas spływają do mnie pozytywne słowa pod adresem moich etykiet, to znak, że trzeba przygotować dla was coś podobnego - może macie jakieś potrzeby - piszcie, a ja zobaczę co mogę w tej kwestii zrobić !!! 

sobota, 9 czerwca 2012

58. Serwetnik

Witajcie

Serdecznie dziękuję WAM za wszystkie komplementy, które spłynęły pod adresem mojej szydełkowej poduchy. Muszę Wam powiedzieć, że komfort siedzenia na kanapie wzrósł ogromnie, jest świetna. 
Dziś króciutko, miałam o tym napisać przy okazji postu o poduszce, ale kompletnie zapomniałam. Chciałam pochwalić się ostatnim zakupem, a jednocześnie dać Wam cynk, gdzie takie cudeńko można kupić.


.... A więc w PEPKO za jedyne 19,90 zł :) Kolor biały, ale można przemalować wedle uznania, ja jak się zmobilizuję to zmienię kolor na beżowy.

niedziela, 6 maja 2012

55. O wszystkim po trochu

Witajcie
Już grubo po Świętach Wielkiej Nocy, ale muszę pochwalić się Wam przecudną kartką jaką otrzymałam od Anetki z blogu Robótki Anetki. Dziękuję Ci z całego serca - jestem wielką szczęściarą, że jestem posiadaczką takich pięknych, malutkich dzieł sztuki jakimi są Twoje kartki.


A ponadto jakiś czas temu skończyłam dwa projekty, jeden to zazdroska bożonarodzeniowa, ale o niej będzie więcej bliżej świąt, natomiast drugim projektem była metryczka dla córeczki Butterfly, którą widziałyście w poprzednim poście. Szczerze powiedziawszy nie lubię tego momentu gdy coś kończę, nie żeby mnie to nie cieszyło, ale zawsze ciężko zabrać mi się za kolejny projekt. Mam zawsze tyle planów, pomysłów, robótkowych marzeń, że nie wiem za co w pierwszej kolejności się brać. Ale kiedy minął mi marazm, rozpoczęłam kolejne projekty i jestem szczęśliwa, bo zawsze robótka jest pod ręką i kiedy tylko mam chwilę coś dłubię. A na warsztacie mam teraz dwie rzeczy. 
Po pierwsze wyszywam kolejną Pszczółkę Maję - tak jak pisałam we wcześniejszych postach - tym razem będzie to metryczka dla mojej córeczki. Przy okazji pokażę Wam mój tak naprawdę ulubiony sposób haftowania - żadnych kratek malowanych pisakiem czy też wyszywanych nitką - tym razem wykreślam wzór.



Natomiast drugi projekt to zasłony, poduszki i bieżnik do mojego dużego pokoju. Kupiłam piękny materiał i zabrałam się już do dzieła. Mam nadzieję, że uda mi się wszystko uszyć.


Na koniec zapowiadam, że wkrótce z okazji skończonego roku mojego bloga zorganizuję CANDY na które już teraz Was zapraszam.

poniedziałek, 10 października 2011

39. Flower pot

Oglądam wiele blogów związanych z wystrojem wnętrz i na wielu, powiedziałabym większości króluje biel. Jest to bardzo wdzięczny kolor, bo łatwo go zestawiać i stanowi bardzo fajne tło do wielu dekoracji, nieważne czy jest to Boże Narodzenie czy Wielkanoc.
Ja osobiście nie czuję się najlepiej w białych ścianach, choć bardzo mi się to u innych podoba. To co mam teraz to blady żonkil, beże, brązy, zieleń. I muszę powiedzieć, że choć to trudne do ogarnięcia stylistycznie to dobrze się czuję w takim wnętrzu. Może w przyszłości wyeliminuje zieleń, a na ścianach położę bardziej beże, ale na razie powolutku, metodą mały kroczków aranżuję to co mam :)

A nawiązując do powyższych dywagacji ostatnio wpadł mi w ręce katalog CASTORAMY. Może ten sklep nie należy do mocno desingerskich, ale po szybkim przewertowaniu kartek wpadło mi w oko kilka drobiazgów i dziś pojechałam zakupić pierwsze z nich. Oto moje nowe nabytki, dwa beżowe wyroby ceramiczne z serii FLOWER POT.



Cała kolekcja przedstawia się następująco:
konewka                   - 26,98 zł ( na zdj.)
osłonka o śr. 12 cm   -   8,98 zł
osłonka o śr. 15 cm   - 15,98 zł
osłonka o śr. 17 cm   - 24,98 zł
doniczka o śr. 13 cm - 12,46 zł (na zdj.)


Na koniec chciałam tylko napisać, że na życzenie Bożenki wykonałam kolejne etykiety do przypraw. Poniżej prezentuje nowe wzory, które oczywiście zostały dodane do postu głównego o etykietkach. Korzystajcie, oto one, a po więcej zapraszam do mojego wrześniowego posta:








sobota, 6 sierpnia 2011

22. Okazja

Dziewczyny, dzisiejszy mój wpis żeby ktoś nie myślał, nie jest przez nikogo opłacony :) po prostu jak zobaczyłam nową gazetkę z biedronki, wiedziałam, że muszę się tym z Wami podzielić. Od 08.08.2011 w wybranych sklepach będzie sprzedawany komplet 3 dziurkaczy ozdobnych za jedyne 9,90 zł. Wiem, że wiele osób używa takiego sprzętu do ozdabiania różnych przedmiotów i wydaję mi się, że to okazja, może ktoś skorzysta, ja pewnie tak :) Już mam dylemat jakie wybrać wzorki :)

czwartek, 4 sierpnia 2011

21. Materiały

Witajcie,
Dziś króciutko. Śpieszę się tylko pochwalić moimi dzisiejszymi zakupami.



Te cudeńka upolowałam w second handzie za grosze, co mnie strasznie cieszy i do tej chwili nie mogę się nadziwić swemu szczęściu. Ten po lewej stronie idzie na pierwszy ogień i po metamorfozie zamieszka w moje kuchni. Drugi od lewej wzięłam z myślą, że kiedyś na pewno się przyda. Biało-czerwona kratka będzie oczywiście na Boże Narodzenie a ten cudny pasiak to siedziska na mój przyszły taras, urządzony oczywiście w marynistycznym stylu :) Ale ze mnie marzycielka :)
Najlepsze na koniec. Nie mogłam się oprzeć. Lala dla mojej córci :)


Lala pochodzi z magazynu Woman's weekly z 1981' - zastanawiam się czy jeszcze istnieją :) Jeszcze nie rozszyfrowałam wszystkich kreacji, ale mam nadzieję, że już podczas zszywania coś mi zaświta w głowie.


Na koniec chciałam Wam serdecznie podziękować za miłe przyjęcie moje firanki.
Mario: Dementuję, żadne słodzenie tylko szczera prawda :). Bardzo mi się podoba torba, którą stworzyłaś. Dziękuję za rady dotyczące wykończenia, na pewno wypróbuję, a za tymi nożyczkami o których pisałaś już się zaczęłam rozglądać.
Guga: Dziękuję za pochwały. Są szczególnie cenne bo od osoby doświadczonej w szyciu. 
Lucy: Bardzo podoba mi się to co robisz ze swoim domkiem i jak aranżujesz wnętrze, tylko się od Ciebie uczyć. Rozbawiłaś mnie tym mercedesem, szkoda tylko że za kierownicą niedzielny kierowca :) ale mam nadzieję, że nabiorę wprawy.