Na moim poddaszu

Na moim poddaszu
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą koszyki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą koszyki. Pokaż wszystkie posty

sobota, 22 lutego 2014

97. Papierowej wikliny trudne początki c.d

Ponad rok temu po raz pierwszy pojawił się na moim blogu post o papierowej wiklinie. To były moje początki, podjęłam wtedy próbę wyplecenia prostokątnego koszyka. Jednak na blogu pokazałam Wam jedynie moje zmagania z prostokątnym dnem. Światła blogowego nigdy nie ujrzał produkt finalny.
Dziś to nadrobimy:) Ostatecznie rok temu moja zabawa z papierową wikliną skończyła się na wypleceniu 3 koszyków, z tym że tak jak przepuszczałam, żaden z nich nie doczekał się malowania :)
Pierwszy koszyk wylądował w koszu na śmieci - kompletna porażka. Drugi koszyk wyszedł ździebko lepiej, choć zwichrowały mi się boki do środka (zdj.*), mimo to został zaadoptowany przez Maję i służył jej prawie rok. Najlepiej wyszedł mi trzeci kosz (zdj.**). Udało mi się w miarę równo poprowadzić ściany w górę, zachować kąty proste i choć nie jest najpiękniejszy to do dziś służy mi do przechowywania aktualnej robótki, niestety z braku polakierowania - jest bardzo miękki, ale raczej nic już z nim nie będę robić, szybciej wyplotę nowy, a ten pójdzie na podpałkę do pieca :) Tak było rok temu.

Niedawno znów postanowiłam pobawić się w skręcanie rurek. Przerwa zrobiła swoje i na nowo musiałam sobie wszystko przypominać. Na szczęście ta technika sprawia mi ogromną przyjemność, więc to nie był wielki problem.
Tym razem powstał koszyk do pokoju Mai. Jest pomalowany na jasno różowy kolor i ozdobiony drewnianymi motylkami (zainspirowała mnie Kasia z Galerii Miau :) )
Oczywiście bardzo dużo brakuje mu jeszcze do doskonałości, ale jestem z niego zadowolona. Wyplatanie z papieru wymaga opanowania kilku rzeczy oraz wypracowania sobie dobrej metody Ja jeszcze się tego uczę.



Tutaj z bliska najlepiej widać jasnoróżowy kolor farby.


A tak prezentowały się koszyki zrobione przeze mnie w tamtym roku:

Zdj.*

Zdj.**

Dziękuję za wszystkie odwiedziny i komentarze :)

Joanno: Jasne, że możesz wydrukować i użyć etykiet - będzie mi bardzo miło.
Edyto, JoluWu: Dzięki - niedługo przede mną i Mają kolejne wyzwanie przedszkolne, tym razem temat to "Szczecin - moje miasto" :) 

sobota, 3 listopada 2012

66. Papierowa wiklina - trudne początki

Na wstępie zdradzę Wam że wianuszek z poprzedniego posta nie wytrzymał nawet doby :( w sumie zapozował do zdjęć i padł. Niestety winobluszcz pięciolistny ( tak nazywa się ta roślina - dzięki dziewczyny, jesteście skarbnicą wiedzy) nie jest trwały i nie nadaje się na tego typu ozdoby. Ale choć jego urok trwał chwilę to i tak było warto, bo jest naprawdę cudny i zostaną po nim piękne zdjęcia. 
Ale nie o tym miało być, a o wyplataniu z papierowych rurek. Papierowa wiklina to technika, która intryguję mnie już od dłuższego czasu, więc postanowiłam się zmobilizować i spróbować swoich sił. Najpierw poskręcałam rurki. Nie jest to łatwe zajęcie, na początku co druga moja rurka  lądowała w koszu, ale jak wypracowałam  sobie swoją metodę, a metod skręcania jest wiele, szło mi już coraz lepiej. Po zrobieniu 50 rurek, mogę śmiało powiedzieć, że nabrałam wprawy i jest to już tylko czysta przyjemność. Jak miałam już trochę gotowego materiału rozpoczęłam wyplatanie, oczywiście jak zwykle podeszłam zbyt ambitnie do tematu i rzuciłam się na zbyt głęboką wodę i zaczęłam wyplatać koszyk z prostokątnym dnem. To moja największa wada, że zawsze pomimo nieznajomości danej techniki, nie zaczynam od małych i prostych form, ale od razu chciałabym mieć coś naprawdę dużego. Wynika to chyba z ograniczeń czasowych, mam poczucie że za mało mam czasu by się rozdrabniać i jak już robić to coś czego naprawdę potrzebuję. Oczywiście zemściło się to na mnie, zresztą jak zawsze i pierwszy prototyp koszyka już w pierwszej fazie wyplatania dna wylądował w koszu, ale najważniejsze jest to że załapałam o co chodzi, bynajmniej na tym etapie i prototyp numer dwa na razie wygląda dobrze. Co prawda nie jest perfekcyjny ale mi to nie przeszkadza. Fachowcy w tym temacie zauważą, że mój skręt nie jest symetryczny, a to dlatego, że dopiero po kilku rzędach załapałam jak skręcać rurkę by układała się w taką fajną jodełkę.


Samo kręcenie rurek i wyplatanie to bardzo przyjemna i wciągająca rzecz, podejrzewam, że najwięcej czasu zajmie mi pomalowanie już finalnego wyrobu. Oczywiście jak dobrnę do końca to wam się pochwalę.

Na koniec pochwalę się wyróżnieniem, które przyznała mi Renata z blogu Moja kopalnia pomysłów. Bardzo Ci dziękuję - jest mi strasznie miło, że doceniasz moje prace.


Oczywiście dziękuję za miłe komentarze i pozdrawiam moich stałych i nowych obserwatorów - dzięki, że jesteście. Miłego dnia :)